Blog > Komentarze do wpisu
błeeee

Się mię znowu komplikuje życie, które to ono kompletnie niesprawiedliwe jest. Ot co.

W szkole po staremu, czyli ciężko. Zeszłoroczna 1z, teraz już 2z skutecznie zatruwa życie każdemu nauczycielowi. Polonistka, kiedy zdaje relację z ich lekcji (a ma ich w tygodniu 5 godzin) ma oczy pełne łez, a głos drżący. Mnie się już zdarzyło po zajęciach z nimi też płakać, a kiedy mam mieć z nimi lekcję, to rano czuję skurcz żołądka i robi mi się niedobrze, albo słabo. Pani zatrudniona u nas na godziny właśnie zrezygnowała z pracy, bo nie jest w stanie przeżyć takiego koszmaru. Skurczybyki perfidnie doprowadzili ją do płaczu na lekcji, testując jej odporność psychiczną.

Dzisiaj jeden z nich nazwał mnie bardzo obelżywie, co prawda po angielsku, ale jednak. W ramach działań obronnych i ofensywnych prawdopodobnie złożę doniesienie na policję (lżenie funkcjonariusza państwowego). Od przyszłego tygodnia rusza akcja „ordnung muss sein” (kierowanie kolejnych pism do sądów, zmiana organizacji pracy z tą klasą itp.), ale nie będę się zagłębiać w szczegóły. Coś się musi zmienić, bo dzięki nim kilka osób z grona jest już na skraju wytrzymałości, a osobniki z 2z czują się coraz bardziej bezkarne i pozwalają sobie na coraz więcej.

Mam coraz gorsze wyniki tarczycowe. Odbębniłam kilka wizyt lekarskich. Kolejna w przyszłym tygodniu. Spec od USG sugeruje biopsję guza tarczycy, który czuje się pod palcami. Poziom TSH wpływa chyba na moje samopoczucie – ciężko zwlec mi się rano z łóżka i zmusić do wyjścia do pracy. Po powrocie najchętniej przeleżałabym popołudnie po kocem. Czuję się znużona, zmęczona, przygnębiona, mało co mnie cieszy. Rozkręcam się w pracy, ale to jazda z rozpędu. Mało gadam z ludźmi, bo nie mam do tego serca. Zmuszam się do uśmiechu w pracy i w domu, bo wiem, że tak trzeba. Nie wolno mi się pogrążyć w marazmie. Muszę o siebie walczyć dla siebie i dla I., który zapieprza w remontowanym mieszkaniu jak mały samochodzik. Strasznie mi tym imponuje i rozczula mnie. Ja nie mam dużo okazji też tam popracować, a chciałabym. Kiedy już pracuję, staram się na maksa. Chciałabym w końcu, żeby były już jakieś konkretne efekty tych moich pielgrzymek po lekarzach, żeby już się okazało co mi dolega i żeby można było zacząć coś z tym robić. Ciężkie jest takie wleczenie się przez życie noga za nogą, kiedy tyle jest do zrobienia.

Rozkojarzona jestem okropnie. Bardzo dużo energii kosztuje mnie skupienie się na tym, co się do mnie mówi, co jest do zrobienia i żeby nie zapomnieć, co powinnam pamiętać i zrobić, a i tak czasem się nie udaje. Zapomniałam np. o 18 urodzinach mojego siostrzeńca L

Zaduszki też okazały się trudne. Poszłam do mamy rano. Poustawiałam świeczki, postałam trochę i nagle, wśród tych wszystkich krążących po alejkach ludzi zaczęłam płakać. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Całe szczęście, miałam na nosie okulary przeciwsłoneczne, więc chyba zbyt dużego dziwowiska z siebie nie zrobiłam. Ryczałam jeszcze w drodze do domu. Cholera jasna.

 

czwartek, 03 listopada 2011, angleland
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Kaś, mege.sukcesnet.pl
2011/11/14 20:43:37
Przytulam Cię mocno Ewa, gdybyś chciała porozmawiaćmożesz na mnie liczyć.